RM (Mt 10, 8)

Rok Miłosierdzia zaczął się dla mnie mocnym doświadczeniem dna (Dn 3, 52). Przekonałam się (który to już raz…), że trzeba być biednym, żeby wierzyć (Mt 5, 3). Oj bardzo długo można „błądzić w Świetle”. Robić wszystko, by stale być blisko. Snuć teoretyczne rozważania, jednocześnie stojąc w miejscu (nawet jeśli fizycznie pokonuje się wiele kilometrów). Bojąc się naruszyć skrzętnie pozapisywane plany (nie daj Bóg, opuścić jakiś punkt!). Złoszcząc się na siebie przy niemal każdym potknięciu. „Ja, mój, mnie…” – i tak w kółko. Choć na ustach „bądź Wola Twoja”, to dłonie zaciśnięte, a w sercu automatycznie uruchamiające się „tylko spróbuj… pokrzyżować mi plany!” Dźwięk budzika i rodzące się wraz ze wschodem słońca zmęczenie (znowu nie wygramoliłam się z łóżka na czas, by zdążyć na roraty…). A mimo to dalej w zaparte: zosio-samosiowate „dam radę”. A jak już nie dałam, to przecież „to ich wina”, ewentualnie niesprzyjających okoliczności, pogody, poziomu tyreotropiny w organizmie, autobusu, który odjechał 30 sekund za wcześnie… Powód do marudzenia zawsze się znajdzie (Mt 11, 16-19). Szczegół, że rodzi kolejne kłamstwa.
* * *
Tajemnicą wciąż pozostaje, jak to jest możliwe, że w chwili największego upadku Bóg mówi: „Ty jesteś moim synem/córką, Jam cię dziś zrodził” (por. Hbr 1, 5). I jakby uprzedzając wszystkie wątpliwości, które próbują wedrzeć się do głowy, dodaje: „Ja będę ci Ojcem, a ty będziesz mi synem/córką”. Wtedy z niepokojem rozglądam się wokół, nikogo nie widząc i pytam, ale jak to? Do mnie to mówisz? (1 Sm 16, 7).

I dodaje: „Idź z tą siła, jaką posiadasz” (Sdz 6,14). W moim wolnym tłumaczeniu – raczej z jej brakiem. „I w postawie potrzebującego, zależnego tylko od Boga (Mk 10, 46-52). Z wyrytą w sercu prawdą, że jesteś Moim Dzieckiem” – przypomina, bo nigdy nie rezygnuje z człowieka. Nigdy.
„Bóg nie prosi nas o cokolwiek, czego by nam wcześniej nie dał (Hi 2, 10b). Jeżeli człowiek nie ma doświadczenia wybaczenia przez Boga i doświadczenia miłosierdzia z Jego strony, to wzywanie go do Miłosierdzia jest zwykłym moralizowaniem i ewentualnie kończy się na zachęcie do filantropii. Natomiast Miłosierdzie chrześcijańskie ma znacznie głębszy sens. Jest okazją do popatrzenia na siebie oczami samego Boga. Skandal” (bp Grzegorz Ryś). Jest koncentracją na godności człowieka, która wynika z faktu bycia Jego Dzieckiem.
Bóg jest wierny obietnicy. Prosi, by oddać Mu grzechy. Moja bieda chce, aż krzyczy o spotkanie z Miłosierdziem. Bóg pragnie, żebyśmy byli Ludźmi Nadziei (NLH). A św. Paweł przypomina, że NIC nie może nas odłączyć od Boga wcielonego. Nic.
Oby ten Jubileuszowy Rok Miłosierdzia skruszył nasze zatwardziałe serca, otworzył zamknięte dłonie i był okazją do poczucia różnicy w jakości życia z Nim. Bo może będziemy się czołgać, ale jeśli będziemy się trzymać Jego Płaszcza (tj. Słowa, Sakramentów), to będziemy szli naprzód. Zawsze z Nim.
I to jest Dobra Nowina. Dla mnie. Dla ciebie. Dla każdego. Bez wyjątku. Za darmo. Bez napięcia. Bez udawania i udowadniania czegokolwiek sobie i innym. Jednak, żeby ją przekazywać, żeby móc pójść do innych i zaświadczyć braciom „Ojciec Jezusa to mój Ojciec”, najpierw samemu trzeba doświadczyć Miłosierdzia. Mamy okazję, pokazać piękno Kościoła, którym jesteśmy – bo jako świeccy szczególnie blisko jesteśmy tych ludzi, którzy umierają z pragnienia tuż obok źródła wody. A może i my boimy się, sami mamy opór, żeby zgodzić się na te Bożą logikę? Dlatego życzę sobie i Wam odważnej pokory i świętej bezczelności, by patrzeć na siebie, a potem i na innych, Jego oczami. To jedyna rewolucja, jakiej potrzebujemy – rewolucja czułości i miłości, która ma moc przemienić Kościół i świat od wewnątrz (EG 88; 288).

Abyśmy mając życie Boże od Ciebie, pozwolili się Tobie prowadzić.
Wysłuchaj nas Duchu Święty +