Nauczycielu… (Łk 18, 18-30)

This could be the year for the real thing

image006

Czasem wystarczy tylko (albo aż) słuchać.

In the Quiet

(Pwt 6, 1-13)

Gdybyś wiedział, że Bóg stale przychodzi do ciebie… Istotne jest, byś odkrył, że On cię miłuje nawet wtedy, gdy sądzisz, że ty Go nie kochasz.

W końcu XX wieku wydobyto z pyłu zapomnienia tę oto prawdę Ewangelii: Chrystus Zmartwychwstały jest obecny dla każdego człowieka, nawet dla człowieka, który o tym nie wie – jednoczy się z każdą istotą ludzką, bez wyjątku.

Chrystus spodziewa się, że każdy człowiek Go przyjmie. Kiedy jednak nie potrafisz Mu odpowiedzieć, szanuje twoje milczenie. Gdy Go przyjmiesz, wzbudza w twoim wnętrzu przez Ducha Świętego intymną komunię z sobą. Zamieszkuje w głębi twej duszy, w zadziwieniu tą komunią. Jego obecność jest równie jasna jak twoje własne istnienie.

Zdarza ci się o tym wątpić? Powstały w tobie jakby rozpadliny niewiary? To jeszcze nie znaczy, że nie jesteś zdolny do wierności. Zwątpienie jest czasem tylko odwrotną stroną wiary.

Zmartwychwstały niewidzialnie obecny mógłby do ciebie mówić: wiem, że przychodzą czasem szare dni i niepewność. Znam twoje cierpienia i twoje ubóstwo, a jednak jesteś bogaty – bogaty w źródła żywe, w źródła wiary ukryte głęboko w tobie. Przedziwna obecność Jezusa Zmartwychwstałego roznieca w tobie ognisko światła. Ono płonie nawet wtedy, kiedy wszystko spowija ciemność, goreje jak żar pod popiołem. Niekiedy mówisz sobie: ogień we mnie zaczyna wygasać. Przecież nie ty go rozpaliłeś. Nie stwarzasz Boga swoją wiarą, twoje wątpliwości nie mogą odrzucić Go w nicość. Pamiętaj: wiara zaczyna się już od prostego pragnienia Boga. Ufność wiary, zwracająca cię ku życiu wiecznemu, ma początek, lecz nie będzie miała końca… I oto komunia ze Zmartwychwstałym pobudza do tego, by, żyjąc w jedności z Chrystusem, żyć dla innych. Walka i kontemplacja spotykają się. Pewien wierzący człowiek, sto lat po śmierci Chrystusa, napisał: Powołanie, które Bóg kieruje do chrześcijan, jest tak piękne, że niemożliwa jest ucieczka. Ucieczka przed czym? Przed odpowiedzialnością za innych.

Cóż byłoby dzisiaj z nami, gdyby w chwilach, kiedy ludzkość skazana była na najgorsze, zabrakło nieugiętych kobiet, mężczyzn i dzieci? To oni, wyczuleni na dobre ludzkie nadzieje i na obecność Niewidzialnego, potrafili rozpoznać drogę wiodącą do przezwyciężenia barier dzielących ludzi i do przekroczenia murów dzielących narody, rodziny duchowe i rasy. To oni wśród narodów ziemi dostrzegli ich głębokie dążenie do pełni radości i pokoju, ale także niezgłębiony ból niewinnych.

A ty, czy pozwolisz na to, by zmorzył cię sen niewzruszonej obojętności? Czy pozwolisz, by twe usta i serce zakrzepły w bezustannym po co to wszystko, nic się nie da zrobić, niech się dzieje, co chce? Czy pogrążysz się w zniechęceniu, jak Eliasz, ten wierzący z dawnych czasów, który, mając przekonanie, że nie może już niczego zrobić dla swego ludu, pada pod drzewem, by zasnąć i zapomnieć?
Czy też nie pozwolisz uśpić swej czujności i znajdziesz się w gronie tych kobiet, tych mężczyzn, tych dzieci, które się nie ugięły i powstały?

źródło: https://www.katolik.pl/modlitwa–zrodlo-wspolczujacej-milosci,2270,812,cz.html?idr=818