(nie)pokój serca (J 14, 27)

– Duchowo ostatnio u mnie posucha…
– Co? Na Mszę chodzisz w dzień w powszedni, zaraz pewnie różaniec mi zaproponujesz i mówisz, że słabo?!
Hm… Wiem jedno:
Nie wyście Mnie wybrali,
ale Ja was wybrałem
i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili,
i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, …
o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.
(J 15, 16)
Bez Eucharystii, Komunii, bez Jego Słowa, wzywania Go w ciągu dnia (tyle razy przecież się boję NLS_AN), coś lub ktoś mnie drażni, kusi etc.), bez adorowania, po prostu nie mam siły do życia, do funkcjonowania, do pracy itp.
Jesteśmy utkani z Jego Miłości. Wszystko, co mamy nie jest nasze. Od Niego pochodzi. Dostaliśmy to za darmo. Nie dla siebie. Mamy wyjść na zewnątrz. Otworzyć się. Dzielić. Słowo jest żywe. A myśli, które nie dają nadziei, nie są od Niego. Nasz nie wielki Bóg Ojciec na niebieskiej chmurze, ale Najlepszy Tata, Bóg bliski, Który JEST przy nas NIEUSTANNIE chce dobra dla mnie i dla ciebie. Tęskni. Jeśli więc to jedyna szansa, byśmy nie stracili pamięci o Jego cudach w naszym życiu (Ps 40), to wyjdźmy na zewnątrz, na pustynię.
„Panie do kogóż pójdziemy? Ty masz Słowa Życia wiecznego (J 6, 68)
All I want is You, Jesus