Najbardziej wpływowa kobieta świata

Dziękuję, że jesteś i ratujesz. Że prowadzisz do Jezusa, gdy przestaję Go zauważać. Że jesteś przy mnie, ze mną, kiedy myślę, że nie ma już żadnego wyjścia. Za to, że przywracasz pokój w moim sercu.
Dziękuję, że uczysz zaufania pomimo tego, że nie wszystko wiem na starcie, że niektóre sprawy pozostają w ukryciu, że nie rozumiem. Zaufania wbrew. Dużo czasu zajęło mi przyjęcie tej prawdy o tobie, że oddałaś wszystko Bogu, który był dla ciebie Jedyny i Pierwszy. I że to nie znaczy, że nie miałaś pytań. Zgodziłaś się i rozważałaś Słowo w sercu, a On powoli ci je tłumaczył, wyjaśniał. Ucz mnie takiej zgody.
„Duszo w ciemnościach pogrążona, nie rozpaczaj, nie wszystko jeszcze stracone, wejdź w rozmowę z Bogiem swoim, który jest miłością i miłosierdziem samym”
(Dz 1486)
Patrzę na ciebie i od razu przypominam sobie: Słowo wzrosło w ciszy. Wspieraj mnie w codziennym ryzykowaniu dla Boga. Ucz wyłączania telefonu, fejsa itp. – ucz rezygnacji z tego, co zapełnia czas, ale rodzi pustkę, co zostawia dziurę w moim sercu. Niech cierpliwość rośnie jak drożdże. Trzymaj za rękę, gdy schodzę z mojej Góry Tabor – by obraz Boga we mnie trwał. I przynosił owoce Ducha. „Pragnę z Tobą być razem, gdy trwa me wygnanie” (św. Teresa).