Ł jak łączność (Rz 8,35-39)
„Ze względu na wyznawanie monoteizmu Abraham żył w duchowym odłączeniu od swoich krewnych, którzy pozostali poganami – dowodzi tego jego odejście z kraju Charan, ziemi jego przodków. Podobnie podczas pobytu w Kanaanie żył w samotności i odosobnieniu, a pośród osiadłych pogan pozostał nomadą. Nie miał żadnego powiernika swoich przekonań religijnych.
Wtedy pojawia się Melchizedek, który również wzywa „Boga Najwyższego, Stworzyciela nieba i ziemi”. I tenże Melchizedek zwierza się Abrahamowi ze swojego sposobu modlitwy. Odprawia w jego obecności liturgię, którą sam sobie ułożył, żeby uczcić prawdziwego Boga – ofiarę, w której nie rozlewa się krwi, i która wskazuje na dążenie do czystości i niematerialności, pokojową ofiarę z chleba i wina.
Następnie ci dwaj ludzie modlitwy dają wyraz radości duchowej, jaką odczuwają ze swojego spotkania. Melchizedek „błogosławi”, czyli wysławia Boga za Abrahama, za powołanie i za łaski, jakie otrzymał. Abraham zaś daje Melchizedekowi dziesięcinę z łupu, żeby zaznaczyć swój szacunek i wspólnotę duchową. Potem każdy z nich odchodzi, by na nowo podjąć swoją osobistą przygodę. Pozostają jednak pod wpływem tego niezwykłego spotkania. Każdy z nich będzie umocniony świadomością istnienia drugiego i pewnością, że ten drugi trwa w wierności temu samemu Bogu Najwyższemu. Spójrz, jak rozstają się ci dwaj starcy, ci dwaj przewodnicy karawany, mężni i zamyśleni, okryci tajemnicą, ci ludzie o sercach z kryształu. Choć oddaleni od siebie, każdy na swojej pustyni, nie będą już odtąd samotni. Po raz pierwszy w historii dwaj ludzie mają świadomość całkowitego zjednoczenia z tego tylko powodu, że mają takie samo doświadczenie Boga i modlitwy. (…) Widzę w nich dalekie korzenie tej rodziny dusz, do której i ty, i ja pragniemy dzisiaj należeć – rodziny rozproszonej, choć w tajemniczy sposób zjednoczonej, której wszyscy członkowie posiadają, i zdają się wręcz przekazywać sobie nawzajem, pewną cudowną, maleńką łaskę, zwaną bliskością”. (o. Hieronim „Możliwości i melodie”)