Otwarte drogi. Again. (Lb 9, 15-23)

Powrót do korzeni…

„Czasem wystarczy jedno słowo, by zacząć. Jedno zdanie. A reszta? − reszta potoczy się sama. Czasem wystarczy garść marzeń albo jedno tylko − i ta iskierka nadziei, że uda się je spełnić. Czasem wystarczy jeden promyk zachodzącego słońca, by pobiec i jedna chwila, by zatrzymać się i zrozumieć, że tak na dobrą sprawę nie ma po co się spieszyć i warto usiąść na ławce, na bulwarze, w parku, popatrzeć na śmiejące się dzieciaki, zamknąć oczy i posłuchać… Czas na spełnianie marzeń przyjdzie i tak, niespodziewanie, zbudzi dzwonkiem do drzwi lub telefonem, choćby w środku nocy − dlatego dobrze jest być wcześniej gotowym.

Zdarza mi się uśmiechać do odbicia twarzy rozmazanego na płótnie staromiejskich murów, gdy trzydziestką trójką przejeżdżam przez most. Gdzieś tam, między Służewiecką a Sokratesa, zostawiliśmy kawałek siebie, gdzieś, między spojrzeniami przechodniów przychodzą chwile, o których kiedyś przypomną nam stare, pożółkłe fotografie i przywiodą nas z powrotem, wprost zza kurtyny wspomnień. Gdzieś między drzewami na Żoliborzu, otwierają się drogi. Przyjdzie czas, by wybrać jedną z nich…” (Mariusz Słonina)

105093_droga-kolorowe-wiatla-miasto-noca

Ta chwila, gdy budzik dzwoni, a tobie wydaje się, że dopiero co się kładłeś. Kawa, pomarańcza i co tam jeszcze złapiesz po drodze między szczotkowaniem zębów, a sznurowaniem trampek. I już trzeba wychodzić. Pierwsze słońce, słuchawki i ciało samo tańczy w rytmie miasta. Orzeźwiające powietrze porządkuje myśli. Wiesz, jak trudno mi oddać wszystko. Dajesz nową szansę (ARTOS 29). Jak dobrze, że Jesteś większy, mądrzejszy od moich pragnień, że widzisz więcej i dalej.